WHO i Big Pharma – zdrowie czy interesy?
Na papierze wygląda to pięknie: Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) czuwa nad globalnym zdrowiem, a koncerny farmaceutyczne walczą z chorobami, dostarczając nam szczepionki, leki i... nadzieję. Ale tylko naiwny wierzy, że w tej grze chodzi wyłącznie o ratowanie życia.
Weźmy przykład z ostatnich lat. WHO, organizacja podpięta pod ONZ, finansowana częściowo przez rządy, a częściowo przez fundacje i prywatnych darczyńców. Gdy spojrzysz na listę sponsorów, pojawia się znajoma twarz: Bill Gates i jego fundacja. Świetnie – dobroczynność w pełnej krasie, tylko czemu ci sami sponsorzy inwestują również w akcje koncernów farmaceutycznych? Miłość do ludzkości czy dobrze ustawiony portfel?
Pandemia COVID-19 pokazała nam wiele. WHO zmieniało zalecenia jak rękawiczki, media wtłaczały w ludzi strach 24 godziny na dobę, a Big Pharma liczyła zyski. Szczepionki pojawiły się na rynku w rekordowym tempie – i rekordowe były też zyski Pfizera, Moderny czy AstraZeneki. Czy ktoś się dziwi, że nikt nie rozliczył producentów z efektów ubocznych? Przecież mieli immunitet. Taki sam jak dyplomaci – z tą różnicą, że ci od Big Pharmy przemycali nie walizki, a produkty testowane w biegu.
WHO w tym czasie robiło za megafon – nie rządów, tylko właśnie tych, którzy płacą. To tak, jakby zatrudnić ochroniarza, który zamiast bronić twojego domu, pilnuje, żeby sąsiad sprzedał ci system alarmowy za tysiące. „Zrób to dla swojego bezpieczeństwa”, powie z uśmiechem. A ty, pełen strachu, kupujesz.
Nie chodzi o to, by od razu zakładać, że wszystkie leki są złe, a każda szczepionka to narzędzie zniewolenia. Ale pytania trzeba zadawać. Trzeźwe, konkretne, bez histerii. Na przykład: dlaczego WHO promuje rozwiązania korzystne dla firm, które ją finansują? Dlaczego leki na choroby przewlekłe są opłacalne, ale tanie, naturalne terapie są marginalizowane lub wyśmiewane?
Może czas zadać sobie pytanie, które już dawno temu zadał sobie rzymski senator Katon: „Cui bono?” – Kto na tym korzysta? Jeśli odpowiedź brzmi: ci, którzy zarabiają miliardy na naszym strachu i uzależnieniu od „zdrowia z apteki” – to mamy problem.
Nie musisz od razu zrywać ze światem i zamieszkać w szałasie z zapasami wody i spiruliny. Ale dobrze jest otworzyć oczy i patrzeć nie tylko na to, co mówią, ale kto mówi i kto za to płaci.
Bo może zdrowie to nasza sprawa, a nie ich interes?
Na papierze wygląda to pięknie: Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) czuwa nad globalnym zdrowiem, a koncerny farmaceutyczne walczą z chorobami, dostarczając nam szczepionki, leki i... nadzieję. Ale tylko naiwny wierzy, że w tej grze chodzi wyłącznie o ratowanie życia.
Weźmy przykład z ostatnich lat. WHO, organizacja podpięta pod ONZ, finansowana częściowo przez rządy, a częściowo przez fundacje i prywatnych darczyńców. Gdy spojrzysz na listę sponsorów, pojawia się znajoma twarz: Bill Gates i jego fundacja. Świetnie – dobroczynność w pełnej krasie, tylko czemu ci sami sponsorzy inwestują również w akcje koncernów farmaceutycznych? Miłość do ludzkości czy dobrze ustawiony portfel?
Pandemia COVID-19 pokazała nam wiele. WHO zmieniało zalecenia jak rękawiczki, media wtłaczały w ludzi strach 24 godziny na dobę, a Big Pharma liczyła zyski. Szczepionki pojawiły się na rynku w rekordowym tempie – i rekordowe były też zyski Pfizera, Moderny czy AstraZeneki. Czy ktoś się dziwi, że nikt nie rozliczył producentów z efektów ubocznych? Przecież mieli immunitet. Taki sam jak dyplomaci – z tą różnicą, że ci od Big Pharmy przemycali nie walizki, a produkty testowane w biegu.
WHO w tym czasie robiło za megafon – nie rządów, tylko właśnie tych, którzy płacą. To tak, jakby zatrudnić ochroniarza, który zamiast bronić twojego domu, pilnuje, żeby sąsiad sprzedał ci system alarmowy za tysiące. „Zrób to dla swojego bezpieczeństwa”, powie z uśmiechem. A ty, pełen strachu, kupujesz.
Nie chodzi o to, by od razu zakładać, że wszystkie leki są złe, a każda szczepionka to narzędzie zniewolenia. Ale pytania trzeba zadawać. Trzeźwe, konkretne, bez histerii. Na przykład: dlaczego WHO promuje rozwiązania korzystne dla firm, które ją finansują? Dlaczego leki na choroby przewlekłe są opłacalne, ale tanie, naturalne terapie są marginalizowane lub wyśmiewane?
Może czas zadać sobie pytanie, które już dawno temu zadał sobie rzymski senator Katon: „Cui bono?” – Kto na tym korzysta? Jeśli odpowiedź brzmi: ci, którzy zarabiają miliardy na naszym strachu i uzależnieniu od „zdrowia z apteki” – to mamy problem.
Nie musisz od razu zrywać ze światem i zamieszkać w szałasie z zapasami wody i spiruliny. Ale dobrze jest otworzyć oczy i patrzeć nie tylko na to, co mówią, ale kto mówi i kto za to płaci.
Bo może zdrowie to nasza sprawa, a nie ich interes?
Komentarze
Prześlij komentarz